Strona główna » Aktualności » Podcast: Polscy rzemieślnicy mistrzami gospodarki obiegu zamkniętego

Podcast: Polscy rzemieślnicy mistrzami gospodarki obiegu zamkniętego

Czy w świecie „szybkiej mody” i elektroodpadów ratunkiem jest tylko futurystyczna technologia?
Podcast „Rzemiosło w obiegu zamkniętym” udowadnia, że najskuteczniejsze narzędzia do walki o planetę
mamy tuż za rogiem – w warsztatach naszych mistrzów

Czego dowiesz się z tego odcinka?

Rzemiosło vs. masowa produkcja: Odkrywamy, jak trwałość produktów rzemieślniczych walczy z zaplanowaną żywotnością przedmiotów.

Upcykling rzemieślniczy: Jak tapicerzy i krawcy tworzą unikatowe produkty premium z materiałów z odzysku.

Nowoczesność w warsztacie: O panelach fotowoltaicznych, pompach ciepła i systemach odzysku ciepła, które stają się standardem w polskim rzemiośle.

Lokalność: Jak wybór szewca czy stolarza realnie obniża ślad węglowy regionu.

[POSŁUCHAJ PODCASTU]

TRANSKRYPCJA PODCASTU: Polscy rzemieślnicy mistrzami gospodarki obiegu zamkniętego.

Polscy rzemieślnicy mistrzami gospodarki obiegu zamkniętego

Zawsze kiedy tak przeglądamy codzienne wiadomości o stanie naszej planety, to można odnieść wrażenie, że po prostu toniemy w problemach. Mhm, no niestety. Dosłownie toniemy w śmieciach, w górach elektroodpadów i w ubraniach z tej całej tak zwanej szybkiej mody.

Zresztą ubrań, które często po jednym czy dwóch praniach nadają się już tylko do wyrzucenia. To prawda, te statystyki potrafią być niesamowicie przygnębiające. I zazwyczaj pierwsza myśl, jaka się w ogóle pojawia, to przekonanie, że potrzebujemy jakiegoś gigantycznego, technologicznego cudu, żeby z tego impasu wyjść.

Właśnie, od razu wyobrażamy sobie nowoczesne laboratoria inżynierów w białych fartuchach, no i miliardy dolarów pompowane w futurystyczne wynalazki, które… Które w jakiś magiczny sposób posprzątają ten cały bałagan, prawda? Dokładnie tak. Tymczasem materiał, w którym dzisiaj się zanurzamy, stawia tę koncepcję zupełnie na głowie. Bierzemy dziś na warsztat dokument zatytułowany GOS w polskim rzemiośle.

Bardzo ciekawy raport. Został on przygotowany w ramach projektu Nowe Horyzonty Rzemiosła, realizowanego przez Izbę Rzemieślniczą i Przedsiębiorczości w Białymspoku. I wniosek, jaki z niego płynie, jest no co najmniej zaskakujący.

Ponieważ okazuje się, że najskuteczniejszym sposobem na ratowanie planety wcale nie jest jakaś nowa niesprawdzona technologia z laboratorium. To raczej powrót do korzeni. Taka lekcja, którą możemy odebrać od ludzi pracujących w małych zakładach, często dosłownie tuż za rogiem.

Dobrze. Rozpakujmy to. Żeby to wszystko dobrze zrozumieć, musimy zacząć od samego skrótu GOS, który pojawia się w tytule.

Gospodarka obiegu zamkniętego. Zanim w ogóle przejdziemy do rzemiosła, ustalmy czym to jest. Jasne.

Bo brzmi to trochę jak bardzo skomplikowany termin z podręcznika do ekonomii z drugiego roku studiów. A w rzeczywistości to bardzo logiczna koncepcja. Gospodarka obiegu zamkniętego to taki model, który zakłada maksymalne wykorzystanie tych zasobów, które już po prostu mamy.

Zamiast wyrzucać zużyte materiały, wielokrotnie wprowadzamy je z powrotem do obiegu. Czyli to jest radykalna minimalizacja odpadów. Dokładnie tak.

I naszą misją podczas tej dzisiejszej analizy jest zrozumienie, jak tradycyjne polskie rzemiosło, opierające się na szacunku do materiału, po prostu wyprzedzało ten model od całych wieków. No dobrze, ale zanim to rozwiniemy, spójrzmy na to, w czym funkcjonujemy obecnie. Czytałem w naszych notatkach z tego źródła o tak zwanym modelu linearnym.

To się sprowadza do takiej prostej zasady. Wyprodukuj, użyj i wyrzuć. Czy to naprawdę jest aż tak brutalne w praktyce? Niestety tak to działa.

Model linearny traktuje zasoby planety tak, jakby były nieskończone, a miejsce na wysypiskach śmieci traktuje jako nieograniczone. Kupujemy przedmiot, używamy go przez chwilę i… I gdy tylko przestaje ślić nowością, ląduje w koszu. Albo gdy pojawia się jakaś drobna usterka.

To brzmi jak kompletne szaleństwo, kiedy wypowiada się to tak na głos. Gospodarka obiegu zamkniętego proponuje więc to podejście, w którym odpady niemal nie istnieją. To, co dla jednego procesu jest końcem, staje się surowcem dla kolejnego.

Tylko jak to się ma do samego rzemiosła? Klucz leży w intencji twórcy. Autorzy tego raportu z Białystoku świetnie punktują zjawisko zaplanowanej żywotności. O, to jest ciekawe.

Współczesny przemysł masowy często wręcz celowo konstruuje przedmioty tak, by po określonym czasie no po prostu przestały działać. Zaraz, zaraz. Czyli mówisz o tej takiej powszechnej frustracji, kiedy pralka psuje się dosłownie tydzień po upływie gwarancji.

Znamy to wszyscy aż za dobrze. No i okazuje się, że wymiana jakiejś jednej małej plastikowej części kosztuje niemal tyle, co nowa pralka. Dokładnie o tym mowa.

Naprawa ma być z założenia nieopłacalna. To zmusza do powrotu do sklepu. Tymczasem polscy rzemieślnicy, tacy jak na przykład stolarze, tapicerze, krawcy czy szefcy mają zupełnie odwrócony model działania.

Oni tworzą z intencją, by ich dzieło służyło jak najdłużej. Czyli z założenia projektują przedmioty tak, żeby w przyszłości można było je naprawić, odnowić, a wręcz przekazać kolejnym pokoleniom? Właśnie tak. To jest niesamowite przesunięcie perspektywy.

Ich cały etos zawodowy to jest absolutne przeciwieństwo filozofii tych wielkich korporacji technologicznych. Trwałość to ich wizytówka i to z automatu czyni ich naturalnymi liderami tej całej cyrkularności. Oni nie muszą się tego uczyć na drogich szkoleniach biznesowych, bo mają to we krwi.

Zgadza się. I to nas dość płynnie prowadzi do konkretnych przykładów ze źródła, które jasno pokazują jak to wygląda w praktyce. Zobaczmy jak z odpadami radzą sobie choćby mistrzowie stolarstwa.

I tu robi się naprawdę ciekawie. To był w ogóle mój ulubiany fragment tego dokumentu. Kiedy myślimy o stolarzu, to widzimy człowieka pracującego w drewnie.

To oczywiste, że potrafią wziąć stare deski z odzisku i zrobić z nich piękny nowy stół. Ale to całe zarządzanie resztkami produkcyjnymi to jest dopiero fascynujący detal. Tak to robi wrażenie, ponieważ w takiej tradycyjnej masowej fabryce mebli jakieś ścinki, wióry czy trociny to jest uciążliwy odpad.

Fabryka często musi zapłacić zewnętrznej firmie, żeby ten problem zutylizować. A w warszkacie stolarskim nie ma w ogóle mowy o marnotrawstwie. Te wszystkie resztki w ogóle nie lądują na wysypisku.

Nigdy. Są starannie zbierane, kompresowane i tworzy się z nich brykiet opałowy albo np. pelet.

Dokument wspomina też, że te trociny stają się pełnoprawnym surowcem do produkcji np. płyt kompozytowych. I to jest wręcz podręcznikowy przykład takiej pełnej symbiozy ekonomii i ekologii.

Z jednej strony chronimy lasy i nasze zasoby naturalne, a z drugiej dla rzemieślnika to jest po prostu czysty zysk. Odpad staje się pełnowartościowym nowym produktem, który można sprzedać. Czyli to nie jest tylko jakieś romantyczne, naiwne podejście do ratowania środowiska.

To jest podwójna wygrana. Chroni zasoby i daje warsztatom dodatkowy dochód. Ale pojawia się tu jeszcze jedno słowo, które bardzo mnie zaciekawiło podczas lektury.

Upcykling. Wszyscy świetnie znamy słowo recykling, ale raport kładzie ogromny nacisk właśnie na ten upcykling. To bardzo ważna różnica wbrew pozorom.

Tradycyjny recykling często oznacza utratę jakości materiału. Na przykład taka plastikowa butelka jest przetapiana, ale ten plastik z czasem traci swoje właściwości, staje się gorszy. A upcykling to proces, w którym bierzemy stary, zużyty przedmiot albo materiał i nadajemy mu wyższą wartość.

Czyli mówiąc wprost, z czegoś mocno zniszczonego i niechcianego robimy produkt niemalże premium. Dokładnie tak. I polscy tapicerzy i krawcy robią to dosłownie po mistrzowsku.

Biorą na warsztat powiedzmy stary, zniszczony fotel, który normalnie wylądowałby na wielkogabarytowym śmietniku pod blokiem. I co z nim robią? Oczyszczają całą ramę, wymieniają zużyte sprężyny i obijają go nowoczesną, często w pełni ekologiczną tkaniną. Ten fotel nie tylko wraca do codziennego użytku, ale staje się unikalnym dziełem sztuki użytkowej, które jest warte znacznie więcej niż masowy produkt ze zwykłego sklepu meblowego.

To samo w sumie dotyczy krawców, prawda? Przerabiają odzież, taką vintage, tworzą nowe ubrania z resztek wysokiej jakości tkanin, których by się po prostu pozbyto. Raport to zresztą świetnie punktuje. Pokazują po prostu, że wielka moda i nowoczesny design absolutnie mogą iść w parze z odpowiedzialnością za planetę.

No i co jest chyba najważniejsze, konsumenci to coraz bardziej widzą. Ta świadomość bardzo szybko rośnie. Tak widać wyraźnie rosnące zmęczenie powtarzalnością.

Ludzie zaczynają bardzo doceniać przedmioty, które mają duszę, mają jakąś historię. Ale mówiąc o ratowaniu przedmiotów, nie możemy zapomnieć o takich cichych bohaterach gospodarki obiegu zamkniętego. Mam na myśli rzemiosło stricte naprawcze.

Czyli tu mówimy o szefcach, zegarmistrzach, mechanikach, może elektronikach? Tak, właśnie o nich. To często takie zawody, o których w erze tych wielkich, płyszczących galerii handlowych i zakupów internetowych trochę zapominamy, z góry skazujemy zepsute rzeczy na wyrzucenie w tym tradycyjnym, liniarnym modelu. I to bardzo niesłusznie, bo to właśnie oni stoją na pierwszej linii frontu tej całej walki z nadmiarem odpadów.

W świecie liniarnym zepsuty zamek w kurtce czy pięknięty obcas to jest po prostu wyrok. Rzecz idzie natychmiast do śmieci. Ale dla rzemieślnika to jest zwykła usterka do usunięcia.

I to jest ta twarda dana z raportu, która daje tak najmocniej do myślenia. Naprawa to jest najprostsza, najmniej energochłonna i w ogóle najskuteczniejsza metoda przedłużenia życia każdego przedmiotu. Kiedy oddajemy buty do szefca, oszczędzamy środowisku całego tego gigantycznego, globalnego łańcucha dostaw.

Warto to sobie głęboko uzmysłowić. Zobacz, kiedy kupujemy zupełnie nowy produkt, ktoś musi na początku wydobyć surowce z ziemi. Potem przetworzyć je w ogromnej fabryce, która zużywa gigantyczne wręcz ilości prądu i wody.

A następnie przetransportować to przez pół świata, generując potężny ślad węglowy. A kiedy decydujemy się na skorzystanie z usług lokalnego rzemieślnika, cała ta energia i cała ta wielka emisja zostaje po prostu zaoszczędzona. Dzięki codziennej, żmudnej pracy tych ludzi, tysiące ton potencjalnych odpadów rocznie po prostu nie trafiają na wysypiska.

Ta prewencja to przecież esencja tego całego podejścia cyrkularnego, czyli GOZ. Unikamy stworzenia śmiecia u samego źródła. Zgadza się.

W tym miejscu jednak warto chyba rozprawić się z pewnym bardzo krzywdzącym stereotypem. Zamieniam się w słuch. Kiedy słyszymy słowo rzemiosło, bardzo łatwo wpaść w taką pułapkę myślenia o dawnym skansenie, o przeszłości, o czymś co już dawno minęło.

Przyznam szczerze, że sam miałem z tym lekki problem zanim przeczytałem ten materiał. Kiedy myślałem o rzemieślniku, to przed oczami od razu stawał mi taki mocno zakurzony, ciemny warsztat, trochę z XIX wieku, gdzie jakiś majster dłubie coś przy bardzo słabym świetle. No i to jest bardzo powszechne wyobrażenie, ale ten dokument z Białegostoku na twardych przykładach udowadnia, że jest ono całkowicie błędne.

Polskie rzemiosło w tej chwili bardzo prężnie i odważnie inwestuje w najnowsze technologie. Prawda. To nie jest wcale odwrót od nowoczesności, to jest raczej bardzo mądre z niej korzystanie.

Podajmy te konkretne przykłady z raportu, bo one rewelacyjnie to obrazują. Zaczynając od takich podstawowych rzeczy, na dachach wielu warsztatów leżą po prostu panele fotowoltaiczne. To teraz standard.

Wiele tych zakładów rzemieślniczych jest ogrzewanych nowoczesnymi pompami ciepła, ale mnie chyba najbardziej uderzyły w tych notatkach innowacje branżowe. Na przykład to, co dzieje się w piekarniach. Optymalizacja zużycia prądu i wody to jedno, ale te systemy odzysku ciepła z procesów produkcyjnych.

Piekarnie to jest fascynujący przykład. Wiele z nich wdraża teraz bardzo zaawansowane systemy odzysku ciepła z ogromnych pieców chlebowych. Zastanawiałem się, czytając to, jak to dokładnie działa w praktyce.

Mechanizm jest genialny w swojej prostocie. Zamiast wypuszczać gorące powietrze kominiem prosto w atmosferę, systemy te wyłapują całe to ciepło z procesów wypieku chleba i używają go ponownie na przykład do podgrzewania wody użytkowej w całym zakładzie albo wręcz do ogrzewania hal produkcyjnych zimą. Do tego dochodzą zamknięte obiegi wody w zakładzie, które drastycznie zmniejszają jej codzienne zużycie.

A co w takim razie z bardziej brudnymi branżami? Pamiętam z dzieciństwa taki widok warsztatów samochodowych, gdzie zużyty czarny olej smarował podłogę w całym garażu albo gorzej kapał wprost do ziemi. To jest obraz, który na szczęście odchodzi powoli w zapomnienie. Te nowoczesne zakłady mechaniczne opierają się na bardzo rygorystycznych systemach segregacji i recyklingu.

Oleje silnikowe, wszelkie płyny eksploatacyjne, stare, zużyte akumulatory czy same spsute części to wszystko jest skrupulatnie zbierane i przekazywane do specjalistycznego recyklingu lub regeneracji. Czyli nic nie trafia do środowiska ot tak? Nic. To jest ta prawdziwa, o której mówiliśmy wcześniej, symbioza tradycyjnego fachu z bardzo nowoczesną technologią zarządzania odpadami.

Ale innowacje w tym sektorze to nie tylko sprzęt i maszyny, prawda? Zwróciliśmy wcześniej uwagę na szerszy kontekst, czyli na samą bazę surowcową. Materiały, z których dziś korzystają ci rzemieślnicy też przeszły wprost niesamowitą ewolucję. Zdecydowanie rzemieślnicy, mając pełną świadomość dzisiejszych wyzwań ekologicznych, coraz częściej celowo i świadomie wybierają inne, bezpieczne rozwiązania.

Zamiast farb pełnych agresywnej, toksycznej chemii używają naturalnych, biodegradowalnych odpowiedników. Szkodliwe rozpuszczalniki są na bieżąco zastępowane klejami na bazie roślinnej. Do tego jak wymienia źródło dochodzą organiczne tkaniny, no i certyfikowane drewno.

To gwarantuje nam, że w miejsce ściętego drzewa, z którego powstaje na przykład nasz stół, posadzono nowe. Dokładnie. I tu pojawia się jeszcze jeden, chyba no, w sumie najważniejszy w tym wszystkim aspekt – siła lokalności.

O tak, znaczenie lokalnego zaopatrzenia naprawdę trudno przecenić w kontekście ochrony środowiska. Wykorzystywanie surowców, które są dostępne w naszej najbliższej okolicy, to proste ominięcie tego, o czym mówiliśmy zaledwie kilka chwil temu, czyli tego międzykontynentalnego transportu. Materiały wcale nie muszą podróżować ogromnymi kontenerowcami z drugiego końca świata.

A wiadomo, że krótsza droga dostaw to znacznie mniejsze spalanie paliwa, no i drastycznie niższy ślad węglowy. Zresztą, no to ma też po prostu ogromny sens ekonomiczny. Zatrzymujemy pieniądze w naszym regionie i silnie wspieramy lokalne gospodarki i dostawców.

To jest właśnie ta cicha, ale naprawdę potężna przewaga małych zakładów rzemieślniczych nad wielkimi globalnymi korporacjami. Pełna zgoda. To wszystko brzmi, muszę przyznać, bardzo optymistycznie, ale w trakcie analizy musimy zadać pewne ważne pytania.

Jak ta wiedza i to podejście w ogóle przetrwają na rynku? Żeby to wszystko miało sens w perspektywie najbliższych lat, czy wręcz dekad, no ten etos pracy z poszanowaniem materiału nie może po prostu zniknąć wraz z odejściem powiedzmy na emeryturę tych obecnych doświadczonych mistrzów rzemiosła. Oczywiście, że nie i to przenosi nas bezpośrednio do tego wymiaru edukacyjnego. Rola dzisiejszego rzemieślnika to nie tylko sama produkcja w warsztacie czy naprawa usterek.

Okazuje się z analizy projektu, że to jest także edukowanie nas, czyli zwykłych konsumentów. Jak to się odbywa w praktyce? Bo przecież rzemieślnik nie prowadzi wykładów na uniwersytecie. Ale każda taka zwykła wizyta powiedzmy ukrawca, stolarza czy szefca to jest doskonała okazja do rozmowy o produkcie.

Rzemieślnicy cierpliwie tłumaczą dlaczego ten konkretny organiczny materiał jest dużo lepszy, dlaczego naprawa starych butów w ogóle ma sens. Organizują też bardzo często różne pokazy otwarte, jeżdżą na targi rzemiosła. I w ten sposób powoli, ale bardzo skutecznie kształtują nasze nawyki.

Ucząc nas, że inwestycja w jakość po prostu się opłaca. Otóż to. A kupowanie tanich rzeczy, niemalże jednorazowych, to w dłuższej perspektywie nie tylko strata dla planety, ale i po prostu dla naszego portfela.

Ale eksperci edukują też przecież swoje własne zaplecze kadrowe, tzn. nowych uczniów. Dokument w kilku miejscach, dużo miejsca poświęca systemowi tzw.

kształcenia dualnego i nowemu wymiaru relacji mistrz-uczeń. Jak to pojęcie wygląda w dzisiejszych realiach warsztatowych? Najprościej to ujmując, kształcenie dualne to jest taka ulepszona, zmodernizowana wersja tej klasycznej relacji uczeń-mistrz, o której czytamy w książkach historycznych. Młody człowiek jasne, zdobywa podstawową wiedzę teoretyczną w szkole, ale lwią część swojego czasu spędza w prawdziwym warsztacie, ucząc się fachu bezpośrednio od praktyka.

I to co jest szalenie fascynujące w tym konkretnym raporcie to fakt, że ta nauka też przeszła wielką transformację, prawda? Bo kiedyś uczeń dowiadywał się głównie tylko jak ciąć poprawnie drewno, albo jak równo szyć grubą skórę. A dzisiaj, a dzisiaj ochrona środowiska i te wszystkie zasady gospodarki obiegu zamkniętego, o których od początku rozmawiamy, są już integralną częścią całej edukacji. Tacy młodzi adepci rzemiosła w zasadzie od pierwszego dnia w warsztacie uczą się jak minimalizować odpady, jak mądrze oszczędzać energię podczas pracy i jak planować cięcie materiału, żeby dosłownie nic cennego się nie zmarnowało.

Więc ci młodzi ludzie w ogóle nie kopiują dawnych błędów z przeszłości, z tego modelu linearnego. Dokładnie. Wchodzą na ten rynek pracy od razu z odpowiednim, wręcz domyślnym nastawieniem.

Są nośnikami tych zielonych rozwiązań. To buduje zupełnie nowe pokolenie fachowców odpowiedzialnych ekologicznie. Fachowców, którzy te ekologie traktują jako naturalny standard, a nie jako, no nie wiem, przykry obowiązek wymuszony nowymi przepisami z urzędu.

Pełna zgoda. I podsumowując te trendy i patrząc bardzo szeroko na ten cały dokument analityczny, możemy spróbować nakreślić jak w ogóle będzie wyglądała przyszłość całego tego sektora. Zgadzam się, spróbujmy.

Patrząc na te wszystkie dane, o których czytaliśmy, ta przyszłość rzemiosła, no wydaje się rysować naprawdę w bardzo jasnych barwach. Można wręcz powiedzieć, że rzemieźnicy dostają wreszcie zasłużony wiatr w żagle. Zbiega się tu w jednym czasie kilka naprawdę sprzyjających czynników.

Przede wszystkim, i to jest kluczowe, dynamicznie zmieniają się oczekiwania samych konsumentów. Coraz więcej osób jest w pełni świadomych nadchodzącego kryzysu klimatycznego i bardzo świadomie szuka produktów zrównoważonych. Do tego dochodzą też pewnie kwestie prawne, prawda? Wspomniano w materiale o nowych unijnych regulacjach, które systemowo promują ten obieg zamknięty.

No i będą wręcz zmuszać wielkie globalne rynki do porzucenia tego szkodliwego modelu. Wyprodukuj i zaraz wyrzuć. Tak, twarde prawo wreszcie zaczyna sprzyjać cyrkularności.

Co więcej, i to jest super ważne z perspektywy małych firm, pojawiają się duże fundusze celowe, z których to firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw mogą czerpać bardzo konkretne środki na tzw. zieloną transformację. Polscy rzemieślnicy, dzięki swojej ogromnej takiej elastyczności operacyjnej i naturalnemu od wieków szacunkowi do materiału, mają w zasadzie wszelkie atuty, by stać się nowymi liderami tej zielonej zmiany.

Nie paraliżuje ich gigantyczna korporacyjna biurokracja, więc mogą wdrażać ekologiczne rozwiązania wręcz z dnia na dzień. To świetne podsumowanie tych trendów rynkowych i prowadzi nas to chyba do bardzo mocnej wręcz najważniejszej konkluzji, która wielokrotnie przewija się między wierszami w materiały z Białegostoku. Mianowicie to, że wybór konkretnego produktu albo usługi w pracowni lokalnego rzemieślnika to nie jest dzisiaj po prostu zwykła transakcja finansowa.

To w ogóle nie jest jak szybkie pójście do wielkiej galerii po kolejną tanią koszulkę. Absolutnie nie. To jest bardzo świadoma decyzja gospodarcza, a zarazem ekologiczna.

Dokładnie tak. Decydując się na renowację i naprawę butów, albo powiedzmy zamówienie solidnego mebla z odzyskanego z jakiejś stodoły drewna, wprost wspieramy zrównoważoną gospodarkę. Utrzymujemy tym samym lokalne, stabilne miejsca pracy, no i skracamy te nieszczęsne, długie łańcuchy dostaw, które zawsze generują tak gigantyczne zanieczyszczenia i pomagamy zwyczajnie chronić zasoby naturalne.

Nie oszukujmy się, dla przyszłych pokoleń to jest budowanie sprawiedliwego świata poprzez realne, namacalne działanie, a nie no tylko takie lajkowanie ładnych, ekologicznych postów gdzieś w internecie. Pełna zgoda i trzeba dodać, że każde takie małe sięgnięcie po usługę u rzemieślnika, to jest zawsze krok uciekający przed tą taką bardzo kuszącą pułapką wyrzucania i kupowania nowego. Odzyskujemy w ten no bardzo praktyczny sposób kontrolę nad tym, jak na co dzień funkcjonuje nasza najbliższa rzeczywistość.

Zbliżając się już niestety do końca naszej dzisiejszej, dogłębnej analizy, chciałbym bardzo mocno zaakcentować, jak wartościowy okazał się ten dokument, stworzony przez Izbę Rzemieślniczą i Przedsiębiorczości w Białymstoku. On nam uświadamia, że w walce o naszą planetę, o to by nie tonąć w śmieciach, my już mamy pod ręką niesamowicie potężne narzędzia. Naprawdę, nie musimy z założonymi rękami czekać na jakieś magiczne wynalazki przyszłości.

Wystarczy tylko ponownie docenić wiedzę, szacunek do pracy i umiejętności, które od pokoleń są obecne dosłownie w małych warsztatach zaraz obok nas. No tak, zamykając już ten temat, przygotowałam na koniec jeszcze taką myśl, która mam wrażenie wykracza nieco poza te ścisłe ramy raportu, o którym rozmawiamy, ale idealnie oddaje jego ducha. To jest taka głębsza refleksja do samodzielnego przemyślenia już po naszym spotkaniu.

Kiedy dzisiaj albo jutro usiądziemy w swoim salonie, usiądziemy w biurze, warto po prostu rozejrzeć się tak w ciszy wokół siebie i spojrzeć na te przedmioty codziennego użytku. I zadać sobie pytanie, ile z tych wszystkich rzeczy zostało zaprojektowanych tak, by za 10 czy może 20 lat ktoś mógł je z szacunkiem wziąć do rąk, naprawić i po prostu tchnąć w nie nowe życie. A ile z nich jest po prostu ładnie uformowanym, ładnie zapakowanym, ale jednak przyszłym śmieciem.

Być może to jest właśnie ten czas, byśmy na nowo zdefiniowali co jest luksusem. W dzisiejszych czasach, gdzie zalewa nas ta szybka, krótko żyjąca produkcja, prawdziwym luksusem wcale może nie być to, żeby posiadać najnowszy model czegokolwiek. Luksusem staje się posiadanie rzeczy, której zwyczajnie nigdy nie trzeba będzie wyrzucić.

Mocna puenta. Dziękuję Ci za tę wnikliwą analizę i do usłyszenia następnym razem.


Podcast jest wynikiem instruktażu stanowiskowego prowadzonego w lutym przez instruktora ds. social media
w ramach Zadania 1.3 „Promocja. Marketing social media w budowaniu nowego wizerunku rzemiosła”.

Treści opracowano w sposób neutralny dla płci oraz z uwzględnieniem zasad dostępności (ZRSiN).Materiał wypracowany w ramach projektu: „NOWE HORYZONTY RZEMIOSŁA – regionalny program zwiększenia adaptacyjności rzemiosła”.
(nr FEPD.07.03-IP.01-0013/24) jest realizowany w ramach programu Fundusze Europejskie dla Podlaskiego 2021-2027 i współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego Plus (EFS+).

Beneficjent: Izba Rzemieślnicza i Przedsiębiorczości w Białymstoku

#FunduszeUE

Przewijanie do góry
Przejdź do treści